arrows

Kilka miesięcy temu, pod jednym z filmów na moim YouTube’owym kanale, pojawił się komentarz punktujący moje opracowanie tematu o którym właśnie wtedy mówiłem. W całej tej sytuacji najciekawsze nie było to, jak ja sam czułem się czytając krytykę na swój temat, ale to jak niektóre osoby z mojego otoczenia na ten sam komentarz reagowały.

Reakcja niektórych osób sprowadzała się bowiem do klasycznego “ale po tobie pojechał”. Zastanawiałem się z czego wynika taka różnica w podejściu do krytyki w porównaniu do mojego podejścia do tego komentarza i doszedłem do wniosku, że chodzi o jedną kluczową rzecz - posiadanie w swoim CV okresu w którym tworzyło się cokolwiek co lądowało na forum publicznym (blogi, artykuły, filmy, itd.). To proste kryterium (twórca treści, kontra konsument treści) pozwalało z bardzo dużym prawdopodobieństwem oszacować jak dana osoba podejdzie do tego konkretnego komentarza.

Osoba która coś wytwarza będzie traktować każdego rodzaju merytoryczną krytykę jako komentarz do efektu pracy, a nie przytyk personalny. Osoba konsumująca treści krytykę potraktuje osobiście - jako atak na tę konkretną osobę.

Osoba która coś wytwarza potraktuje krytykę jako kolejną z tysiąca okazji do poprawienia swojego fachu. Osoba konsumująca treści potraktuje krytykę jako znak, że autor nie nadaje się do tego co robi.

Osoba która coś wytwarza potraktuje komentarz odbiorcy jako okazję do dyskusji - konsument treści uzna, że po wyrażeniu swojego krytycznego zdania można zamknąć zakładkę i zająć się czymś innym.

Osoba która coś wytwarza zdąży przez lata wypracować w sobie zrozumienie i pokorę dla krytyki - przecież nie ma szans, żeby to co tworzę pasowało każdej napotkanej w sieci osobie. Konsument treści uzna, że pojedynczy komentarz to wystarczający argument za tym, żeby przestać tworzyć.

Takich różnic można byłoby pewnie przytoczyć jeszcze dziesiątki. Ważniejsze jest jednak to, na co przekładają się takie dwa kontrastowe podejścia do tego samego komentarza.

Dla mnie, czyli osoby która stara się wytwarzać określonego rodzaju treści, zderzenie się z krytyką to doskonała okazja do nauki. Sytuacja, w której na twoim malutkim kanale pojawia się np. autor książki piszący o tym samym temacie o którym właśnie powiedziałeś, to moment w którym przestawiam się na tryb odbierania.

  • Po pierwsze - świetnie, że pojawił się jakikolwiek komentarz.
  • Po drugie - świetnie, że akurat taka osoba merytorycznie punktuje braki w moim filmie.
  • Po trzecie - świetnie, że moja osobista wiedza w danym temacie ma szansę się powiększyć.
  • Po czwarte - świetnie, bo krytyka to kolejna okazja do zrozumienia jak długa droga przede mną.

Takich “świetnie” można byłoby mnożyć…

Każdemu, kogo interesuje rozwój i zdobywanie feedbacku związanego z jego specjalizacją polecam od czasu do czasu wystawienie się na publiczny ostrzał. Nie gwarantuję, że zawsze będzie przyjemnie, ale mogę zagwarantować, że nie będzie też stania w miejscu - a dla każdej osoby zainteresowanej własnym rozwojem to powinno liczyć się najbardziej.